O co chodzi w medytacji?

Medytacja staje się coraz bardziej popularna, to dobrze bo jest to naprawdę wspaniałe narzędzie do pracy umysłem. Dzięki niej uczymy się regulować emocje, zarządzać nimi, obserwować myśli zamiast się im poddawać,a także przejmować kontrolę nad własnym ego. Rozmawiając o tym, czym jest medytacja warto zwrócić uwagę, na różnice pomiędzy właśnie medytacją a relaksacją i koncentracją. Relaksacja to stan odprężenia i rozluźnienia. Podczas relaksacji redukujemy napięcie, głównie w obszarze fizycznym, nasz umysł niejako „odpływa”. Podczas pełnej koncentracji zawężamy naszą uwagę do jednego konkretnego obszaru – i całym sobą zajmujemy się określonym przedmiotem, zjawiskiem czy czymkolwiek, czego nasza koncentracja dotyczy, jednocześnie nie poświęcając uwagi temu, co dzieje się wokół nas a nie jest związane z przedmiotem naszej koncentracji. Medytacja jest właściwie czymś pomiędzy relaksacją a koncentracją. Tu owszem, koncentrujemy uwagę na konkretnym obiekcie, oddechu czy dźwięku, ale pozostając w pełni świadomymi tego, co dzieje się wokół nas oraz tego, co dzieje się w tym momencie z naszymi myślami. Z pewnością widziałeś krążące w sieci zdjęcia lub krótkie filmiki przedstawiające adeptów medytacji, nad którymi czuwa uzbrojony w kij mnich – chodzi tu właśnie o to aby medytować, jednocześnie pozostając na tyle świadomym tego, co dzieje się na zewnątrz aby być w stanie złapać tenże kij w locie, a więc zanim uderzy w mnisią głowę. Poza uważnością na zewnątrz, medytując kierujemy naszą uwagę również do wewnątrz – pozostajemy w roli obserwatora w stosunku do naszych myśli – przyglądamy się im, jednocześnie ucząc się tzw. nielgnięcia, a więc zarządzania własnymi myślami. Czy zastanawiałeś się kiedyś jak wiele myśli, które każdego dnia pojawiają się w Twoim umyśle rzeczywiście jest wartych uwagi? Jeśli nie, polecam Ci przeprowadzenie takiego eksperymentu, obserwacji – poobserwuj własne myśli w ciągu dnia i sprawdzaj ile z nich to myśli wspierające, rozsądne i konstruktywne, a ile z nich nie wnosi do Twojego życia niczego poza napięciem, obawą i krytyką. Nieustannie tworzymy i kierujemy się schematami, nawykami myślowymi i przekonaniami, które nie tylko nie wnoszą do naszego życia niczego dobrego ale równie często są wręcz destrukcyjne. Budując relacje, podejmując decyzje, wpadając w różne stany emocjonalne opieramy się często o nieaktualne już przekonania, a krążące w naszych głowach myśli potęgują stres i niepokój. Praktykując medytacje uczymy nasz mózg zauważania tego, co pojawia się w naszych głowach i jednoczesnego decydowania o tym, co z daną myślą zrobić – zanim to ona zdecyduje za nas. Kiedy uczymy się zarządzać swoimi myślami, nie lgnąc do nich i przejmując nad nimi kontrolę, pozbywamy się chaosu i natłoku myśli, który w dzisiejszym świecie jest częstym problemem. Znacznie łatwiej nam wtedy radzić sobie w trudnych sytuacjach, akceptować to, na co nie mamy wpływu, rozumieć siebie i znajdować nowe rozwiązania.
Kiedy siadamy do praktyki medytacyjnej, wybieramy medytacyjny obiekt, nasz umysł zazwyczaj robi dokładnie to, co zwykle – pracuje. Zgubne byłoby oczekiwanie, że tak po prostu pozwoli nam oddychać i koncentrować wyłącznie na tym. Siedzisz więc na medytacyjnej poduszce, oddychasz, mantrujesz, aż tu nagle pojawia się myśl „czy aby na pewno zamknęłam samochód kiedy wróciłam z zakupów?”, a w konsekwencji tego kolejna myśl „o nie, zapomniałam kupić mleka” –w tej sytuacji naszym zadaniem staje się obserwowanie naszych myśli. Nie chcemy więc ani danej myśli się pozbyć, ani jej rozwijać. Chcemy zauważyć myśl i nic z nią nie zrobić. Jeśli to Ci się uda – zobaczysz, że bardzo szybko przełoży się to na zarządzanie myślami podczas codziennych aktywności. Myśli myślą się same, nie jesteśmy w stanie sprawić, że będzie inaczej, jesteśmy za to zdolni do nauczenia się ich obserwacji oraz decydowania o tym, co z daną myślą, w konkretnej sytuacji zrobimy. W normalnym życiu myślimy bez przerwy, doświadczamy natłoku myśli, analizujemy, planujemy, wspominamy, zauważ jednak, że pomiędzy kolejnymi myślami, dokładnie tak, jak między wdechem i wdechem, są przerwy. I to właśnie wyłapanie tych przerw, tych krótkich chwil niemyślenia jest naszym medytacyjnym zadaniem. Aby bardziej obrazowo wyjaśnić to zjawisko posłużę się zasłyszą metaforą, w której nasz umysł to błękitne niebo, z kolei chmury pojawiające się na tym niebie to nasze myśli. Czasami są to białe, urocze obłoczki, a czasami ciemne, burzowe chmury, czasami płyną spokojnie, innym razem przesuwają się po niebie z ogromną prędkością. Jednak niezależnie od tego, jak jest teraz – pod chmurami zawsze znajduje się to samo, spokojne, stabilne niebo – musimy tylko dostrzec ten fakt i nauczyć się nie podążać za chmurami niezależnie od tego jak mocno pcha nas w ich stronę siła wiatru. Jak to zrobić zapytasz? Niestety, a może na szczęście odpowiedzią jest po prostu praktyka. Czasami będzie tak, że uda Ci się nie lgnąć do myśli przez całą medytację, innym razem, uda Ci się to tylko przez kilka sekund, ale nawet jeśli potrwa to setną sekundy to już będzie spory sukces. Praktyka medytacyjna nie podlega ocenie, ocena zawsze pochodzi z ego, a tu nie chcemy jego udziału, nie zniechęcaj się więc zbyt łatwo. A to właśnie zniechęcenie jest tym, co najczęściej skłania nas do zawrócenia z medytacyjnej ścieżki. Dlatego, jak wynika z mojego doświadczenia, pracy własnej i pracy z innymi, największym błędem, jaki popełniamy ucząc się medytacji, jest to, że zbyt wiele od siebie oczekujemy. Siadamy do medytacji, decydujemy, że potrwa ona 30min, a następnie rezygnujemy bo nic z tego 30minutowego siedzenia nie wynika. Polecam więc zacząć od maksymalnie 3 min dziennie, stopniowo zwiększając czas trwania naszej medytacji wtedy, kiedy czujemy taką potrzebę. Zdecydowanie lepsze efekty osiągniemy medytując tylko kilka minut ale za to konsekwentnie, każdego dnia, niż wtedy gdy poświęcimy na to godzinę raz w tygodniu.
Warto wspomnieć, że istnieją także różne formy medytacji. Rozróżniamy medytację formalną – wtedy kiedy siadamy w naszym specjalnym miejscu, korzystamy z medytacyjnej poduszki, przyjmujemy odpowiednią pozycję i praktykujemy, a także medytację nieformalną, która możemy praktykować wszędzie – w kolejce sklepowej, podczas obierania ziemniaków czy zmywania naczyń – w tym wypadku koncentrując się na danej czynności, będąc w pełni zaangażowanym to, co w danym momencie robimy, obserwując swoje myśli i nie lgnąc do nich. Możemy korzystać z medytacji kierowanych, podczas których skupiamy się na głosie prowadzącego, a w których często pojawiają się także różnego rodzaju wizualizacje. Możemy medytować z mantrą, na siedząco, a także w ruchu, wykorzystując śpiew lub taniec. Medytacja uczy nas bycia w teraźniejszości. Często bywa tak, że pracując, podróżując, rozmawiając z bliskimi czy wykonując inne czynności jesteśmy tam tylko ciałem, nasze umysły w tym czasie tworzą kolejne plany, rozmyślają o niepowodzeniach, analizują przeszłość lub próbują przewidzieć przyszłość. Tym samym tracimy naprawdę wiele z bieżącego doświadczenia. Praktykując medytację uczymy się panować nad wędrówkami naszych umysłów, sprowadzając je do uważności na chwilę obecną.
Mimo mody na medytację i poszerzającej się o niej wiedzy czasami wciąż kojarzymy wyłącznie z praktykami religijnymi. I chociaż rzeczywiście pojawia się ona właściwie we wszystkich religiach świata, nie trzeba być wyznawcą żadnej z nich, aby czerpać z jej dobrodziejstw. Medytacja może mieć też charakter świecki, a my możemy używać jej jako narzędzia do pracy z umysłem bez angażowania się w jakiekolwiek wyznania.
Medytacja stała się także przedmiotem badań naukowych.
Badania przeprowadzone w 2005 roku
(Aftanas, Golosheykin) wykazały, że osoby, które regularnie medytują lepiej radzą sobie w silnie emocjonalnych sytuacjach, a także mają większą zdolność do rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych i zarządzania emocjami. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Sarę Lazar i jej zespół w Stanach Zjednoczonych. Wykazały one, że u osób praktykujących medytację zwiększa się ilość istoty szarej w wielu obszarach mózgu m in. w korze przedczołowej i hipokampie – które związane są z regulowaniem procesów poznawczych oraz reakcji emocjonalnych. Te wyniki badań potwierdzają kolejne eksperymenty, w których porównywane są zmiany jakie zachodzą w mózgach osób praktykujących medytację i osób, które nie medytują. Okazuje się, że u osób praktykujących medytację zmianie ulega także ciało migdałowate, które odpowiada za mechanizm „uciekaj albo walcz” a więc te nasze działania, które podejmujemy pod wpływem emocji, bez zastanowienia, a których później często żałujemy stwierdzając, że były przesadzone. Sara Lazar wraz z zespołem udowodniła także, że pozytywne skutki medytacji odczujemy niezależnie od naszego wieku – przeprowadzone przez nią badania wykazały, u badanych regularnie medytujących 50-latków taką samą ilość szarych komórek jak u 25-latków.

Badacze pod jego kierunkiem J. Davida Creswell’a przeprowadzili także badania mające na celu sprawdzenie na ile zmiany w mózgach, które widzimy w badaniach EEG są rzeczywiście rezultatem medytacji a na ile efektem placebo. Badano więc 2 grupy osób, z których jedna wykonywała ćwiczenia rozciągające i relaksacyjne, a druga praktykowała medytację. Jednak wszyscy uczestnicy zostali poinformowani, że będą odbywać trening medytacyjny. Badanie trwało kilka dni, po tym czasie członkowie obu grup deklarowali lepsze samopoczucie i spadek uczucia napięcia, jednak tylko w grupie, która naprawdę medytowała skany mózgu wykazały wzrost istoty szarej. Praktyka medytacji, jak wykazał znany psycholog i badacz emocji Daniel Goleman, łagodzi także reakcje stresowe naszych organizmów. Przeprowadzone przez niego badania polegające na wyświetlaniu stresującego filmu osobom regularnie medytującym i osobom nie praktykującym medytacji wykazały, że osoby medytujące charakteryzują słabsze reakcje wywoływane przez stres niż te, które rejestrowane były u osób z grupy niemedytującej. O pozytywnych skutkach i badaniach medytacji można by mówić bez końca, najlepiej jednak przekonać się o tym w oparciu o własne doświadczenia. Podejście do praktyki powinno być jednak nieco różne od tego, jakie zazwyczaj prezentujemy gdy stawiamy sobie jakiś cel. W medytacji nie dążymy do nowych osiągnięć – a raczej osiągamy cel przez niedziałanie – a to bywa czasami, zwłaszcza w naszym zachodnim świecie, trudniejsze niż działanie. Warto jednak sięgnąć po to, co już i tak istnieje i to od tysięcy lat, aby nauczyć się korzystać z tego wspaniałego narzędzia do pracy z własnym umysłem.